Broda to bardzo energetyczny, poszukujący artysta z okolic pop–artu. Przed laty, na legnickim Satyrykonie – gdzie pojawił się jako lekuchno zalękniony plastyk z rodzinnego Kalisza – przyznałem mu pierwszą poważną nagrodę (Grand Prix) – za twórcze przetworzenie mordek polskich polityków. Tomek Broda osiadł we Wrocławiu, zdobywając sobie przychylność publiczności za ilustrację książek, za zaskakujące plastyczne pointy. Dzisiaj, w Muzeum Współczesnym, zobaczymy wystawę „Od Rubęsa do Pikasa, czyli zrób sobie arcydzieło”.
Ta przewrotna w wymowie wystawa jest także żarcikiem z wrocławskich zdjęć Marilyn Monroe. Z tym, że fotograficzna obecność w naszym mieście Marilyn Monroe bardzo mi pasuje. Przyzwyczajam się już do tego. Chciałem nawet przebić pomysłodawcę przytulenia nad Odrą amerykańskiej aktorki, mojego koleżkę, dyrektora Hali, Andrzeja Baworowskiego. Chciałem wzmocnić efekt medialny i do postaci Marilyn Monroe dodać słynny, kultowy, odnotowany we wszystkich katalogach świata – biały pisuar, na którym podpisał się francuski malarz, happener, konceptualista i szachista zarazem – Marcel Duchamp. To ten pisuar upowszechniony przez słynnego amerykańskiego fotografa Stieglitza wywrócił oceny: co jest sztuką, a co nią nie jest. Gdyby więc zderzyć Marilyn z pisuarem Marcela mógłby powstać niezły dym.
Bracia Czyż, łebscy goście spod Częstochowy
Obecność Marilyn Monroe w naszym mieście pasuje mi też z powodu jej niepodważalnej amerykańskości. A ja, przez 45 lat mieszkania we Wrocławiu, zawsze chciałem zadomawiać nad Odrą wielkie amerykańskie muzyczne archetypy – blues i jazz. Teraz, dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia, porzućcie polityczne dupniaki i kucane berki – oddajmy się muzyce, która w połączeniu z historią życia aktorki MM poprawi nam samopoczucie, przegoni nostalgię listopada. Dobre samopoczucie możecie też mieć i z tego powodu, że to właśnie Polacy wprowadzili bluesa, krem amerykańskiej kultury, na salony, do powszechnej świadomości. Ściślej, dwaj bracia, polscy Żydzi spod Częstochowy, Leonard i Filip Czyżowie (w Stanach zmienili nazwisko na Chess, byli bardziej serowi).
Adrien Brody w wielkim Cadillacu
Zamieszkali w południowym Chicago. W latach 40. i 50. handlowali gorzałą. W roku 1950 wykupili fonograficzną firmę i nazwali ją Chess Records. Nagrywali muzykę jazzową. Jednak obserwując, jak widzowie reagują na koncerty bluesmanów – zaczęli zapraszać ich pod dach wytwórni. Nagrywali u braci Chess legendarni dzisiaj śpiewacy bluesa. Muddy Waters, Bo Diddley, Willie Dixonn (wystąpił w Polsce na Jazz Jamboree 64), Chuck Berry, John Lee Hooker, Howlin Wolf czy wielka Etta James, aby wymienić tych największych. W 1964 w chicagowskim studiu pod adresem 2120 South Michigan Avenue nagrywała brytyjska grupa Rolling Stones, która wiele muzyki bluesowej i wielu bluesmanów przeniosła następnie do Londynu. Historia mówi, że Mick Jagger tylko dlatego został zaproszony do szkolnego zespołu Keitha Richardsa, gdyż na przerwach między lekcjami trzymał pod pachą albumy firmy Chess.
Bracia Czyżowie mieli niezwykły sposób płacenia autorom za nagrania. Zamiast kasy proponowali wykonawcom wielkie krążowniki szos – cadillaki. Po jakimś czasie użytkowania odbierali je artystom zamieniając na nowe. Był to zwyczaj tak charakterystyczny, że w roku 2008 Darnell Martin nakręcił za 12 milionów dolarów (zarobił do dzisiaj 20 milionów) film muzyczny zatytułowany właśnie „Cadillac Records”, który barwnie opowiada historię braci z Polski i chicagowskiego bluesa. Rolę Leonarda Czyża zagrał Adrien Brody, a Ettę James kapitalnie odtworzyła Beyonce, w której interpretacji legendarny kawałek „At Last” zabrzmiał doskonale jak oryginał.
Etta James i jej genialna kopistka Beyonce
Gdy więc już mamy zabukowaną w mieście Marilyn Monroe – nie możemy być prawdziwkami, którzy na dźwięk jazzu i bluesa wykrzywiają gęby jak po cytrynie. W te przedświąteczne dni zrobię Wam swoisty prezent. Według starannej wiedzy o tych jazzowych i bluesowych gatunkach – przedstawię listy nagrań muzycznych i nazwiska muzyków, które na jednym oddechu będą tak amerykańskie jak Marilyn Monroe. Te, które należą do USA jak Levi’s Strauss, Coca-Cola, guma do żucia Wrigley i Nowy Orlean. Za tydzień, przed Wigilią, sypnę gwiazdkami jazzowymi – dzisiaj skupmy się na bluesie. Zacznijmy od płyt. Uwaga. Będziecie pełnokrwistymi mieszkańcami Wrocławia, kumplami Marilyn Monroe, gdy albumy, których nazwy zaraz podam – nie będą dla was nic nieznaczącym zbiorem wyrazów:
Gwiazdy wytwórni Chess
01. The Complete Recordings – Robert Johnson 02. At Fillmore East – Allman Brothers Band 03. John Mayall Bluesbreakers & Eric Clapton 04. Texas Flood – Stevie Ray Vaughan 05. Hoodo Man Blues – Junior Wells 06. The Healer – John Lee Hooker 07. Living The Blues – James Cotton 08. Let’s Roll – Etta James 09. Newport’60 – Muddy Waters 10. Riding With The King – B.B. King & Eric Clapton
Niewielka siedziba wielkiej wytwórni Chess
Zostaniecie zaklepani jako wrocławianie światowego bluesowego formatu, gdy te muzyczne kawałki nie będą wyłącznie watą dla uszu: 01. Sweet Home Chicago – Robert Johnson 02. Little Wing – Jimi Hendrix 03. Boom, Boom – John Lee Hooker 04. I’m Your Hoochie Coochie Man – Willie Dixon 05. Crossroads – Robert Johnson 06. The Thrill Is Gone – Ray Hawkins 07. Layla – Eric Clapton 08. Stormy Monday Blues – T-Bone Walker 09. C.C. Woman – Muddy Waters 10. Oni zaraz przyjdą tu – Tadeusz Nalepa.
Adrien Brody jako wydawca Leonard Czyż rozmawia z chicagowskimi bluesmanami
Świąteczne Kobiety (i na odwrót) obsypią was pod choinką ciepłymi pocałunkami, gdy im powiecie, że goście, których tutaj wymieniam, to porządne chłopaki: 01. Jimi Hendrix 02. Duane Allman 03. Stevie Ray Vaughan 04. Eric Clapton 05. Robert Johnson 06. B.B. King 07. Keith Richards 08. Kenny Wayne Shepherd 09. Jimmy Page 10. Ry Cooder
Autor felietonu karykaturalnie spostponowany przez Tomasza Brodę
Napisał dzisiaj te słowa szczęśliwy posiadacz 11 oryginalnych płyt firmy Chess (między innymi Etty James i Sugar Pie Desanto). Do następnego, tym razem jazzowego tygodnia – tuż przed świętami.
Zdzisław Smektała
Zdjęcia są filmowe i nie znalazłem ich w rowie.